II Spontaniczny Rajd Łucznika – wspomnienie

Dokładnie pięć dni zajęło nam wyczekiwanie na kolejny rajd spontaniczny. W czwartek zadzwonił Sylwek. Powiedział „nie mogliśmy być na I Rajdzie, koniecznie musi być kolejny”. W taki o to sposób postanowiliśmy w niedzielę 9 lutego wybrać się na spacer do Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Rajd rozpoczął się, równie spontanicznie, w sobotni wieczór, miały być Puławy, został Lublin. Ci co byli to wiedzą, tym razem to sprawka Jurka – za co mu serdecznie dziękuję.

Spotkaliśmy się w niedzielne przed południe u wylotu kazimierskiego wąwozu Korzeniowy Dół. Ilość uczestników, przeszła moje najśmielsze oczekiwania, było nas 32 osoby, w tym 7 dzieci i jeden pies, prawie połowa była po raz pierwszy na rajdzie. Wyruszyliśmy na około 10 km spacer po okolicy. Chodziliśmy przez wąwozy, a jeśli nie dało się do nich wejść, bądź mała Łucja spała na rękach mamy, wybieraliśmy łatwiejszą ścieżkę po lessowej wierzchowinie.

    

Spacer zakończyliśmy na kazimierskim rynku. W planach był wspólny obiad, niestety Kazimierz miejscowość turystyczna, nie jest przygotowana na przyjęcie dużej grupy spontanicznych turystów – nie mieliśmy gdzie pójść na obiad. Wszędzie brak miejsc. Postanowiliśmy jechać do sprawdzonej karczmy w Parchatce. Ku radości naszych dzieci, był to super pomysł. W Parchatce była zima, znaczy dookoła karczmy była masa śniegu. Chłopcy złapali za łopaty i odśnieżali, a Agata postanowi rozpocząć sezon narciarski. Ostatni uczestnicy do domu odjechali około godziny 19.